Według mitologii greckiej Pigmalion był rzeźbiarzem pochodzącym z Cypru. Pewnego dnia, pod wpływem wielkiego natchnienia, artysta wyrzeźbił postać kobiecą, w której się zakochał.
Wiedziony rozpaczą, modlił się żarliwie do Afrodyty aby uniosła mu ukojenie. Bogini zlitowała się nad, pogrążonym w nieszczęśliwej miłości do rzeźby, Pigmalionie i ją ożywiła. Pigmalion i Galatea pobrali się, doczekali potomstwa i żyli długo i szczęśliwie.
Również w stosunkach polsko- amerykańskich ma miejsce ciągle powtarzający się mit o słynnym rzeźbiarzu. Polska jest nieszczęśliwie zakochana w Ameryce. Nasi politycy bardzo starają się aby Ameryka odwzajemniła uczucie. Tymczasem polskie zaloty to pasmo porażek i upokorzeń. Czy w trudnych dla gospodarki czasach jest miejsce na happy end?

źródło: http://religiapokoju.blox.pl/r esource/wybory4.jpg
Sojusz w duchu Machiavellego
Dzisiejszy kryzys na rynkach finansowych, mający swoje źródło w Stanach Zjednoczonych, jest wynikiem ultraortodoksyjnego liberalizmu w dziedzinie gospodarki. Agresywny kapitalizm oraz presja inflacyjna są konsekwencją nie tylko zbyt szybkiego wzrostu gospodarczego, ale również są środkiem ubocznymi amerykańskiej doktryny neokonserwatywnej. Doktryny, która wywarła ogromny wpływ również na politykę zagraniczną Waszyngtonu.
Na początku lat osiemdziesiątych kierunek amerykańskiej polityki zagranicznej zmienił się o 180 stopni, nadając jej nowy, bardzo agresywny oraz ekspansywny kierunek. To zwolenników doktryny neokonserwatywnej obwinia się o narzucanie lub też wymuszoną akceptację, określonych wzorców amerykańskiej gospodarki, ustroju, polityki społecznej, a nawet kultury. To właśnie za rządów prezydenta Ronalda Raegan'a nastąpiła erupcja neokonserwatyzmu. Skutkiem zaakceptowania nowego status quo było również uznanie (absolutnej) wyższości kapitalizmu nad socjalizmem, zarównow sensie ustroju jak i bloku militarno- politycznego.
Jeden z czołowych przedstawicieli myśli neokonserwatywnej, Norman Podhoretz, określił walkę polskich opozycjonistów w czasie stanu wojennego jako walkę heroiczną, której należy oddać cześć chociaż jest z góry skazana na klęskę. Innymi słowy, Podhoretz, podpowiadał ówczesnej administracji reagenowskiej, iż stłumienie polskich dążeń niepodległościowych przez Związek Radziecki ściągnie na siebie potępienie światowej opinii publicznej, oczywiście z korzyścią dla Waszyngtonu.
To charakterystyczne dla neokonserwatystów instrumentalne traktowanie Polski nie zmieniło się po dziś dzień. Neokonserwatyści nie szczędzą Polsce, zwykle ogólnikowych, pochwał wymagając jednocześnie ślepego posłuszeństwa. Wojna w Iraku czy wykorzystywanie polskiego członkostwa w Unii Europejskiej dla swoich własnych celów nie wniosły żadnych konkretnych, pozytywnych zmian w sytuacji Polski na arenie międzynarodowej, jedynie jej pogorszenie.
Koalicja w kryzysie
Jeszcze w 2003 roku Marcin Zaborowski oraz Kerry Longhurst łudzili, również polskich, czytelników International Affairs nadzieją oraz pompatyczną wizją Polski jako amerykańskiego protegowanego w Europie Środkowo- Wschodniej. Określanie Polski jako państwa posiadającego instynkt atlantycki (ang. instinctive Atlanticism), swoisty takt strategiczny w ramach bezpieczeństwa atlantyckiego. Teraz brzmi to, delikatnie mówiąc,groteskowo. Wojna przyniosła Polsce więcej szkód aniżeli korzyści. Nasza reputacja w Europie została poważnie nadwyrężona. Obietnice w sprawie kontraktów handlowych, które Polska miała otrzymać za poparcie udzielone Ameryce nie zostały spełnione.
Wyłączenie Polaków z programu wizowego w październiku ubiegłego roku przelało szalę goryczy. Fora internetowe gorzały gniewem i rozczarowaniem[pisownia oryginalna, aut.]:
Żenujące !!! [USA] nie potrafią pokazać tego że jesteśmy dla nich ważnym sojusznikiem i najwyraźniej wykorzystują Polaków w swoich celach oraz "Pewnie będziemy ostatnim krajem w Zjednoczonej Europie dla którego zniosą wizy.
Z kolei Mark Melamed, analizując poparcie wojny w Iraku, mówi otwarcie panującej asymetrii w sojuszu polsko- amerykańskim. Polscy politycy powinni przestać traktować relacje na lini Warszawa- Waszyngton jako wspólne działanie równorzędnych podmiotów. W dobie kryzysu Polska powinna na pierwszym miejscu stawiać przede wszystkim swoje interesy narodowe. Jest oczywistym to,iż pozycja Ameryki jako światowego hegemona daje zielone światło kolejnym administracjom na prowadzenie takiej polityki zagranicznej, która im w danym momencie odpowiada.
Polska powinna wykluczyć swój ślepy amerykanizm serwowany jej przez kolejne rządy. Może to okazać się zbyt szkodliwe dla naszej gospodarki. Na wieść osłabienia gospodarki w Ameryce, polskie indeksy pikowały za mocno...o wiele mocniej niż amerykańskie chociaż w polskiej gospodarce nie działo się nic drastycznego.
Teraz to misja określa potrzebną koalicję, a nie odwrotnie. Te słowa autorstwa Donalda Rumsfelda stanowią doskonałe podsumowanie stosunku Ameryki do jej sojuszników. Jeżeli polska polityka zagraniczna będzie oparta na współpracy, a nie na służalczości, oba kraje osiągną większe korzyści. Polska nie powinna łudzić się mirażem happy end'u a la Hollywood w stosunkach z Ameryką, nawet w czasie kryzysu. Polskim priorytetem w polityce zagranicznej muszą być nasze własne interesy. Zarówno polscy, jak i amerykańscy politycy powinni to mieć na uwadze.