Polityku- bierz wzór ze studenta
7 kwietnia 2009, 16:15 Komentarzy: 10 |
Ocena: 4.67 (9 głosów)
Autor: Aga Cygan
„Student” – pojęcie niezwykle szerokie i wieloznaczne. Nie ma chyba określenia, które trudniej byłoby zdefiniować i na którego temat można podać tak niewiele konkretnych informacji ...

źródło: http://dlapilota.pl/system/fil es/images/student.gif
Trudno wskazać osobę, która boryka się z tak dużą liczbą dylematów, jaką dysponuje „student”. Osobnik ten, niezależnie od kierunku czy uczelni, staje co dzień przed niezliczoną ilością wyborów, które tylko z pozoru wydają się być mało istotne. Pytania w rodzaju- czy pójść na wykłady, kupować podręczniki bądź też wpisać nieobecnego kumpla na listę obecności, to tylko niektóre z zagadnień, z jakimi nieustannie się zmierza. W przypadku licealisty, zadanie jest o tyle proste, że wiek jego zwykle zamyka się w ściśle sprecyzowanym przedziale czasowym i jesteśmy w stanie go podać w przybliżeniu co najmniej do 3 –ech lat. W przypadku „studenta”- nawet to nie jest pewne. Termin ten nie ma klarownych ram i jasno określonych granic. Zarówno prawa jak i obowiązki to w jego przypadku pojęcie względne. I chyba jedynie 37% -owa ulga na przejazd komunikacją publiczną oraz 50%-owa zniżka na piwo (w czwartkowe wieczory) to prawa pewne, niezbywalne i święte.
Wreszcie następuje ten moment, kiedy „student” musi podjąć decyzję. Dumny ze swojego przemyślanego wyboru zasiada w ostatnim rzędzie pomiędzy innymi, pełnymi wątpliwości młodymi ludźmi. Wtedy jednak przychodzi kolejny dylemat, który poprzednio podjętą decyzję spycha do rangi nic nie znaczącego banału. Mianowicie- czy notować? Rozsądek podpowiada, że zrywanie się z łóżka o godzinie 10 nad ranem i podróż przez całe miasto zatłoczonym autobusem po to tylko, aby przesiedzieć pełne dwie godziny lekcyjne ze wzrokiem wlepionym w sufit, nie miało najmniejszego sensu. Podejmuje więc "student" niezliczone próby znalezienia niezbędnych mu do pracy pomocy naukowych. Po kilku minutach rozradowany dzierży już w ręce długopis, który w geście litości przywędrował z drugiego końca sali i zaczyna uważnie wsłuchiwać się w słowa wykładowcy. Ten jednak, z uśmiechem triumfu i zwycięstwa na twarzy, obdarza „studenta” kolejnym dylematem. Skąd bowiem młody, niczego nieświadomy człowiek może wiedzieć, co jest "ważne, istotne i konieczne", a co stanowi jedynie - dygresję profesora? Pytanie to, które w uproszczonej postaci brzmi- "co będzie na egzaminie?" w programie Milionerzy w ocenie studentów warte byłoby niejednego miliona. Ostatecznie opcja- „notuj wszystko, na pewno coś ci zostanie”, przegrywa z drugą, bardziej optymistyczną –„ Nie notuj nic, zawsze KTOŚ ci zostanie”.
W każdej bowiem grupie znajdzie się i taki, który „studiuje”. Siedzi sobie ów delikwent spokojnie w pierwszym rzędzie, a bliska odległość od wykładającego ( czyt. daleka od rozmawiającej reszty studenckiej braci) gwarantuje, że skrupulatnie sporządzane notatki zawierają wszystko to (w domyśle więcej) o co wykładowca zechce „zahaczyć”. Po zakończonym wykładzie wychodzi ów osobnik z sali z podniesionym czołem i świadomością zbliżającego się sukcesu, dzierżąc pod ręką gruby plik notatek, zawierający skrzętnie zgromadzone słowa wykładowcy. Czas upływa mu błogo i spokojnie, a podczas gdy inni studenci zmagają się z kolejnymi dylematami- on jest panem sytuacji i niczym nie zaprząta sobie głowy.
Wtedy właśnie przychodzi ONA. Każdym swoim przybyciem budzi przerażenie w największych nawet „bohaterach”. SESJA... Pojawia się nagle, przez nikogo nieproszona, a co istotniejsze- nieoczekiwana. Wywołuje nie tylko zaskoczenie, ale paniczny wręcz strach u niczego nieświadomych przedstawicieli szkolnictwa wyższego. Kiedy studenci w kalendarzu upychają terminy kolejnych egzaminów, „studiujący” układa w głowie- kolejne informacje. Wszystko zdaje się biec zgodnie z planem...
Biegnie, biegnie, aż w końcu zwalnia, by zatrzymać się zupełnie w momencie, kiedy „studenci” zaczynają się domagać od „studiującego”, aby respektował święte prawo "studenckiej solidarności". Co robi „studiujący”? Z miną zbitego psa i nieprzebranym bólem w sercu staje ów biedak przed swoim pierwszym studenckim dylematem: wrzucić na maila, czy może lepiej - rzucić na ksero...?
Studia bowiem jak wszystko w życiu rządzą się własnymi prawami. Zarówno „weterani” jak i ci, którzy dopiero rozpoczynają studencką przygodę wiedzą, że w tego rodzaju środowisku –osamotniona jednostka nie ma szansy przetrwać. Solidarność, jedność, wspólnota. Jeden za wszystkich- wszyscy za wszystkich. Nasi politycy powinni nareszcie zrozumieć, że skrzętne ukrywanie pracowicie sporządzanych notatek nigdy nie przyniesie oczekiwanego efektu. Nie należy więc zawzięcie bronić się przed odtajnieniem swoich zapisków. Końcem końców nadejdzie moment, kiedy zgromadzonym dobrem przyjdzie się podzielić. Zanim więc Pan Sławomir Nowak złożył deklarację, że „Notatka nie zostanie odtajniona”, powinien wziąć przykład z młodszych obywateli, którzy swoim zachowaniem dają doskonały przykład tego, że tylko jawność, solidarność i jedność mogą się w przyszłości opłacić.