Skąd bierze się różnica w cenie pojazdów tej samej klasy? Jeszcze lepsze pytanie: skąd bierze się różnica w cenie między pojazdami tej samej grupy? Jeśli różnica jest znaczna a dostajemy pojazd podobnie wyposażony, to po co przepłacać?! Wybór jest prosty: tańszy, dobrze wyposażony i po kłopocie…

źródło: Pojazd A
Wybór samochodu nie jest rzeczą prostą. W szczególności, gdy nie dysponuje się odpowiednio zasobnym portfelem. Większość prywatnych nabywców, czyli pospolitych Kowalskich, patrzy właśnie przez pryzmat portfela. Dlatego też przysłowiowy Kowalski mając przed sobą samochody tej samej klasy wybierze najtańszy i najlepiej wyposażony, chociaż głęboko w duszy będzie żałował swojego wyboru. Może nie każdy, ale większość z nich. Przecież nawet pospolity zjadacz chleba chciałby jeździć pojazdem klasy średniej niższej, a jednak wyższej.
Zastanawiające jest skąd taka rozpiętość cenowa w przypadku pojazdów tej samej klasy mających podobne wyposażenie standardowe (wg producentów, w rzeczywistości nie do końca tak jest)? Zwłaszcza, gdy wiemy, że pojazdy tejże klasy należą do jednej grupy (czyt. producenta-właściciela). Odpowiedź wydaje się prosta. Każdy z nich przeznaczony jest do innej grupy docelowej. Sprytne i inteligentne tłumaczenie producenta. Przez grupę docelową oczywiście rozumiemy zasobność portfela. Takie wyjaśnienie wystarczy dla, powiedzmy, 50% Kowalskich. Co z pozostałymi 50%? Często spotykamy się również z informacją, że dane auto jest przeznaczone dla osób z zacięciem sportowym, kolejne jest „samochodem rodzinnym”, etc. To zaspokaja ciekawość powiedzmy 45%. Pozostaje 5% populacji Kowalskich to ci, którzy mogą zrozumieć i przełknąć różnicę, kiedy porównują samochody z różnych klas, a nie tej samej.
Dla tych właśnie 5% powstał ten artykuł, by zapobiec ich dalszemu pogrążaniu się w szaleństwie. Nie będzie on zawierał informacji na temat marki i modelu. Uważam, że to bez znaczenia. Ważniejszą rzeczą jest pomoc w zrozumieniu skąd mogą brać się różnice w cenie.
Załóżmy, czysto hipotetycznie, że mamy do czynienia z trzema producentami pojazdów, należących do jednej grupy, czyli tego samego właściciela. Nazwijmy go X. W grupie tej znajdują się trzy marki pojazdów, które różnią się od siebie wyglądem zewnętrznym. Każda z nich ma swój model, powiedzmy odpowiednik. Nazwijmy je kolejno A, B i C. Wszystkie należą do segmentu pojazdów kompaktowych, klasa średnia niższa. Jako, że jest to ta sama grupa (właściciel), pojazdy wyposażone są w te same silniki, ten sam typ zawieszenia przód/tył i po części w to samo wyposażenie standardowe. Najważniejsze jest jednak to, że w procesie produkcji tych samochodów użyto tej samej płyty podłogowej. Różnica w cenie pomiędzy modelem A a modelami B i C jest znaczna, bo aż 25 000 jednostek. Różnica pomiędzy B i C wynosi jedynie 4 000 jednostek na korzyść samochodu C. Wiedząc, że samochód C jest sedanem, a samochody A i B to hatchbacki, przysłowiowy Kowalski wybiera ten ostatni przez wzgląd na cenę i rozmiar. A jak wiemy rozmiar ma znaczenie, bo duży może więcej. Z tym, że mały to wariat o zacięciu sportowym.
Skoro mamy do czynienia z tą sama grupą, tą samą płytą podłogową i podobnym wyposażeniem standardowym, co może wpływać na różnicę w cenie?
Po pierwsze: różnica w designie nadwozia i podwoziaPojazd A ma więcej przetłoczeń, przegnieceń i zagięć w karoserii, które czynią jego sylwetkę dynamiczną. Brak „nadmiaru” przegnieceń nadaje pojazdom B i C wygląd stonowany, by nie powiedzieć, że wręcz flegmatyczny. Wspomniana dynamiczność nadwozia powoduje, że wykonanie poszczególnych elementów jest droższe. Bardziej skomplikowane matryce do tłoczenia karoserii muszą przecież kosztować, a poniesione inwestycje muszą się zwrócić. To w kwestii karoserii, a kwestia podwozia? No właśnie, generalną zasadą twórców modelu A jest zapewnienie jak najlepszych osiągów. Można to zrobić w dwojaki sposób. Pierwszy - bardzo prosty. Zamontować mocniejszy silnik. Drugi, nieco bardziej skomplikowany, to obniżenie ciężaru samochodu. W tym przypadku inżynierowie zdecydowali się zostawić silniki w świętym spokoju, a zajęli się elementami zawieszenia i karoserii, których nie widać gołym okiem wspomnianemu Kowalskiego. Wszędzie tam, gdzie tylko było to możliwe zastosowano elementy z lekkich stopów aluminium, które w stosunku do swoich stalowych odpowiedników są lżejsze. Takich aluminiowych elementów znajdziemy mniej w pojeździe B, jeszcze mniej w pojeździe C. Niestety nie ma nic za darmo. Zastosowanie stopów lekkich wiąże się z kosztami, znacznie większymi niż jest to w przypadku pospolitej stali. I nie chodzi tu jedynie o sam materiał, ale również o technologię łączenia aluminium z pozostałą ilością stali, której wyeliminować nie można. Złudne jest również wrażenie odchudzenia w ten sposób pojazdu. Zaoszczędzone kilogramy zamienia się na urządzenia, systemy, które polepszają nasz komfort jazdy. Przykładem takim może być klimatyzacja dwustrefowa, mechanizmy napędu elektrycznych lusterek, podgrzewanie silnika w przypadku minusowych temperatur, zaawansowane systemy nagłośnienia itp. Summa summarum kilogramy zostają te same, z tą różnicą, że mamy do dyspozycji bardziej zaawansowane urządzenia.
Po drugie: silnik i jego osprzętMimo, że wszystkie modele używają tych samych silników benzynowych ważny jest również jego osprzęt, czyli np.: układy zasilania paliwem (pompy wtryskowe, wtryskiwacze, itd), układy chłodzenia (chłodnice) czy też alternatory (generatory prądu), itp. Co z tego, że właściciel ten sam, skoro centra techniczne i zakupowe mogą być inne i to one samodzielnie decydują o wyborze poddostawcy. I pewnie tak jest. Dlatego też czynnik ten również ma wpływ na cenę finalną naszych fikcyjnych pojazdów. Czy jest to wada? Oczywiście, że nie. To przecież producent danego modelu decyduje, kto ma się stać jego poddostawcą. To, co jest w tym przypadku najważniejsze to zapewnienie odpowiedniej wytrzymałości elementów, tak, by przetrwały założoną przez producenta liczbę roboczogodzin czy też kilometrów. Z reguły życie pojazdu szacowane jest na 300 000 km. Dlatego też układy zastosowane w pojeździe A mogą, ale nie muszą być, wykonane z pewnym zapasem. Układy w pojeździe B ten zapas będą mieć mniejszy, a te zastosowane w pojeździe C obliczone są nieco ponad przysłowiowy „na styk”.
Po trzecie: jakość wykończenia wnętrzaNie trzeba być Einsteinem i posiadać jego iloraz inteligencji, by odczuć różnicę pomiędzy wykończeniem wnętrz. Wsiadając do poszczególnych pojazdów nawet nasz Kowalski zorientuje się, że w przypadku modelu A ma do czynienia z mniejszą ilością tanich plastików. A jeśli już są, to mają bardziej przyjazną fakturę, jak również są bardziej elastyczne, co można zweryfikować organoleptycznie. Wewnętrzna strona drzwi pokryta jest materiałem, a nie jego plastikową imitacją. Fotele, przez zastosowanie odpowiednich tkanin, są przyjemniejsze w dotyku. Nie odnosi się wrażenia, że siedzi się w plastikowym pudełku na mydło. Trochę gorzej jest w przypadku modelu B, a w przypadku modelu C? Poza tym, tak jak w przypadku osprzętu silnika dostawcami elementów mogę być inni producenci, co ma również wpływ na finalną cenę pojazdu.
Po czwarte: dokładność spasowania elementów podwozia, w szczególności nadwozia i wnętrzaWiadomo (a może niektórym nie? To teraz już będzie wiadomo), że dokładniejsze spasowanie elementów karoserii i wnętrza pociąga za sobą koszty. Owo spasowanie (czyt. szczeliny) wiąże się z zawężonymi tolerancjami wykonania poszczególnych elementach. Wykonanie elementów o zawężonych tolerancjach wiąże się z zastosowaniem bardziej precyzyjnych maszyn. A to pociąga za sobą zwiększenie kosztów na ich wykonanie. Wiadomo, że precyzja kosztuje, dlatego też szwajcarskie zegarki są najlepsze na świecie i należą do najdroższych. Nie na darmo mówi się o czymś, że jest „precyzyjne jak szwajcarski zegarek”. Dlatego też pojazd A jest zmontowany precyzyjniej niż pojazd B, a najgorzej w tym porównaniu wypada pojazd C. Nie można powiedzieć, ze jest to jego wadą. Po prostu mieści się w założonych przez producenta tolerancjach wykonania, których zakres jest jednak nieco większy niż dwóch pierwszych pojazdów.
Po piąte: wykonawcy podzespołówPomimo, że właściciel jest ten sam to centra techniczne i zakupowe są od siebie niezależne i to one samodzielnie decydują o wyborze poddostawców danych elementów składowych pojazdu. Trzeba jednak pamiętać, że samodzielność samodzielnością, a globalna polityka firmy obowiązuje. Na czym polega? Polega na tym, że pojazd A przeznaczony jest do grupy docelowej, która jest zamożna i nie dba o cenę pojazdu kompaktowego. Dlatego też grupa dostawców będzie z górnej półki cenowej, bo liczy się przede wszystkim jakość, a nie cena. Pojazd B przeznaczony jest dla grupy docelowej, która ceni sobie jakość, aczkolwiek kieruje się również po części ceną. W takim przypadku dostawcy będą z niższej półki cenowej. Idąc tym tokiem myślenia stwierdzić można, że pojazd C przeznaczony będzie dla osób, dla których głównym kryterium wyboru/zakupu jest cena i funkcjonalność, a nie „prestiż”. Oni też jednak chcą mieć jakość. I będą ją mieli. Nie oszukujmy się jednak, jakość ich pojazdu będzie na nieco innym poziomie niż dwóch pozostałych.
Po szóste: wyposażenie standardowe modeli podstawowychPorównując wyposażenie standardowe wszystkich trzech modeli można by rzec, że z punktu widzenia ilości prezentują ten sam poziom. Wszystkie mają te same systemy bezpieczeństwa w postaci
ABS z EBV
(elektroniczny rozdzielacz siły hamowania na oś przednią i tylną) oraz
EDS i
ESP, liczbę poduszek powietrznych, wspomaganie kierownicy, klimatyzację, zestaw radiowy z nagłośnieniem, centralny zamek, komputer pokładowy. O przepraszam, pojazd C tego komputera w standardzie nie ma. Patrząc na systemy bezpieczeństwa, wspomagania kierownicy, centralnych zamków, dostawcy mogą być Ci sami, więc te systemy nie wpłyną aż w tak dużym stopniu na różnicę w cenie pojazdów. Ale już zestawy radiowe od tego samego dostawcy pochodzić nie będą. A jeśli już, to z pewnością standard dla pojazdu A (lepszy odbiornik radiowy, większa ilość głośników), będzie nieco wyższy niż dla pojazdu B i zdecydowanie wyższy niż dla pojazdu C. Wspomniany przeze mnie komputer z układem informacyjnym, odpowiedzialny za wskazania dotyczące przebiegu kilometrów, przeglądów okresowych, zużycia paliwa, itp., wpływ na różnicę mieć będzie. A dlaczego? A dlatego, że w pojeździe C nie ma go w wersji standardowej. Natomiast w pojeździe A będzie on bardziej zaawansowany technologicznie (więcej zbieranych informacji, kolorowy wyświetlacz) niż w pojeździe B (mniej zbieranych informacji, wyświetlacz monochromatyczny).
Po siódme: siła robocza i jej lokalizacja potrzebna do zmontowania pojazdówCzy przysłowiowy Kowalski zastanawia się po co i w jakim celu wielkie koncerny samochodowe, jak również dostawcy części dla przemysłu samochodowego przenoszą swoje fabryki w inne rejony świata? Czy jest to związane z ich wspaniałomyślnością? Nawet małe dziecko wie, że firmy szukają w ten sposób oszczędności. Dla takich oszczędności właśnie, a nie z dobroci serca i chęci inwestowania w kraje o mniejszym stopniu zaawansowania technologicznego koncerny wielkiego formatu przenoszą lub budują od podstaw swoje fabryki. Kiedyś była to Europa, teraz kierunek - Chiny. Akurat w przypadku omawianych pojazdów fabryki znajdują się w krajach pochodzenia pojazdów, aczkolwiek już dostawcy komponentów pochodzą z krajów o tańszej sile roboczej. Patrząc jednak na mapę i rozpatrując kraje pochodzenia pojazdów łatwo dojdziemy do wniosku, że siła robocza w przypadku pojazdu A i B, będzie droższa niż w przypadku pojazdu C. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o położenie geograficzne. Dlatego też koszty poniesione na montaż pojazdu wpłyną na jego cenę finalną.
Po całą resztę: bo jest tego więcejSzczegóły, szczegóły i jeszcze raz szczegóły, na które rzeczony Kowalski nie zwraca uwagi. A przecież „diabeł tkwi w szczegółach” właśnie. Czy fakt, że w przypadku modelu A na wyposażeniu standardowym mamy pojazd stojący na stalowych kołach o rozmiarze 16”, a dwa kolejne wyjeżdżają z salonów na kołach stalowych w rozmiarze 15” nie wpływa na finalną cenę pojazdu? Nawet niedzielny kierowca wie, że obręcze i koła o większym rozmiarze są droższe. Nadmiar listew w kolorze nadwozia w pojeździe A w porównaniu z pojazdem B, gdzie jest ich jak na lekarstwo, a w przypadku pojazdu C są, lecz w kolorze czarnym też ma wpływ na cenę. Patrząc na przednie i tylne reflektory pojazdów łatwo dojdziemy do wniosku, że w przypadku pojazdu A design jest bardziej wysublimowany niż tych w pojeździe B, jeszcze bardziej niż tych w pojeździe C. To wysublimowanie znajduje również swoje odzwierciedlenie w kosztach ich wykonania. Kolejny szczegół to wyciszenie pojazdu (wpływ drogi na poziom hałasu wewnątrz pojazdu). Gradacja wyciszenia jest taka sama jak w przypadku poprzednich szczegółów, więc nie ma sensu powtarzać miejsc na podium. Po za tym, nie oszukujmy się - na różnicę w cenie ma również wpływ sama marka modelu. Za nią również musimy zapłacić. To także jest zawarte w cenie pojazdu. Długo można by tak wymieniać…
Tak moi drodzy. Przemysł samochodowy rządzi się swoimi własnymi prawami. Nie tylko on zresztą. Takie sztuczki stosowane są również przez producentów innych przedmiotów umilających nam życie. Zadaniem koncernów jest zarabianie pieniędzy na przysłowiowych Kowalskich. Dlatego też to Kowalski, jako konsument musi zdecydować, co jest dla niego najważniejsze, najlepsze i najbardziej przystępne cenowo. To on musi zachodzić w głowę, co wybrać. Model A, B czy C? A może odgrzewany kotlet producenta pojazdu A? Jego poprzednia generacja, która teraz produkowana jest przez producenta D, wchodzącego również w skład wspomnianej grupy uważana jednak obecnie za klasę średnią wyższą? Trochę to skomplikowane, być może. A polityka naszej fikcyjnej korporacji? Ona akurat jest prosta jak konstrukcja cepa. Pojazd A przeznaczony jest dla klientów, którzy nie dbają o uszczuplenie swoich portfeli. Pojazd B przeznaczony jest do tych, którzy zastanawiają się przez krótką chwilę czy warto wybrać pojazd A, skoro pewne elementy składowe są wspólne i wykonane wg jednego kompletu rysunków. Różnica tkwi w dostawcy i powiedzmy sobie szczerze, przede wszystkim w wyglądzie zewnętrznym i wewnętrznym pojazdu. A pojazd C? On został zaprojektowany właśnie dla Kowalskich. To oni wybierają pojazd C, bo jest tani, większy. Zapewnia taki sam, a jeśli nie, to podobny komfort jak pojazd A i B. Przysłowiowy Kowalski zastanowi się również nad drugim wyjściem z sytuacji. Jeśli będzie dysponował kwotą dającą mu możliwość zakupu pojazdu A ze standardowym wyposażeniem, być może zaświeci mu się kontrolka, przeprowadzi burzę w mózgu i pomyśli nad tym, że za tę cenę może mieć lepiej wyposażony pojazd B. Nie mówiąc już, o jakich bajerach może pomyśleć w przypadku pojazdu C. Aczkolwiek, jak powiedziano w jednej z komedii Bareji:
niech te plusy nie przesłonią Wam (czyt. Kowalskiemu) jednak minusów. Nie zapominajmy, że niektórych bajerów dostępnych w pojeździe A, nie dostaniemy w pojeździe B, a jeszcze mniej ich będzie w pojeździe C. Pytanie tylko czy są one potrzebne Kowalskiemu w czasie codziennego użytkowania pojazdu?
Proste? Oczywiście, że nie. Aczkolwiek najważniejszy jest jednak portfel Kowalskiego, a nie „widzi mi się” Pana Helmuta, który wybierze prestiż i kupi pojazd A, lecz zdecydowanie w droższej wersji wyposażeniowej. Wiadomo przecież, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…
KOPIOWANIE I WYKORZYSTYWANIE TREŚCI ZAWARTYCH W ARTYKULE BEZ ZGODY AUTORA JEST ZABRONIONE (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83).