Wybierz lokalizację
Wyniki konkursu na najlepszą recenzję filmu oscarowego
Zrób zdjęcie i wyślij MMSemWyślij temat!
Newsletter

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz e-mail:

Dane teleadresowe

AWR WPROST
ul. Domaniewska 39a
02-676 Warszawa
tel. (22) 529 11 69
fax (22) 852 90 16
email redakcja@infotuba.pl

Zapomniana melodia - część 2.

27 czerwca 2009, 11:46 Komentarzy: 0 | Ocena: 5.00 (1 głos)

Autor: Michał Borkowski

Kontynuacja publikacji: Zapomniana melodia - część 1.

Dzisiaj dawny dom partii przewodniczki jest odarty z większości tajemnic. Po części budynku można się swobodnie przejść, ponieważ gmach zdominowany jest przez firmy. Najbardziej intrygujące pozostają, jak to zwykle bywa, piwnice. Miejskie legendy mówią przede wszystkim o tajnym tunelu prowadzącym z Komitetu Centralnego na dworzec, z którego, w razie potrzeby nagłej ewakuacji, mogli skorzystać najważniejsi aparatczycy. Według innych, istnieje również przejście na drugą stronę miasta wydrążone pod rzeką.

Zapomniana melodia - część 2.
Kolejną możliwość podziemnego przejścia przedstawia Tadeusz Konwicki w, przywoływanej już przeze mnie, „Małej Apokalipsie”. Czytając powieść, natrafiamy na następujący dialog:
- Idziemy chyba pod ulicą. Słyszę w górze kroki manifestantów.
- Ale pod którą ulicą? Czyżby pod Nowym Światem? Słuchaj, czy ty się domyślasz?

Kilka akapitów dalej wędrówka dobiega końca i główny bohater książki już wie gdzie zaszedł:
- Mam już pewność. Sanktuarium. Arka przymierza. Przymierza między partią-królewną i partią-służką – pisze Konwicki.
Mężczyzna dotarł do wspaniałej sali, w której suto zastawione stoły czekały na biesiadników. Czy takie pomieszczenie w „białym domu” istnieje? Być może autor pisał o przestronnej sali znajdującej się we wschodnim skrzydle budynku. Obecnie mieści się tam restauracja o wymownej nazwie „U sekretarzy”. Przed laty w tym miejscu mieściła się natomiast stołówka przeznaczona dla kilkuset urzędników pracujących w gmachu na Nowym Świecie. Jednak nie widzę tam wyłożonych marmurem ścian ani złotych żyrandoli, którymi zachwycał się pisarz. Postanawiam dowiedzieć się jak to było tak naprawdę z tą salą bankietową i tajnym tunelem doń prowadzącym. Wiem, że najbardziej odpowiednim rozmówcą będzie sam Tadeusz Konwicki.

Mimo że pisarz-legenda mieszka zaledwie kilkaset metrów od dawnej siedziby partii, to zdaję sobie sprawę, że dotarcie do niego nie będzie rzeczą łatwą. Podobno Konwickiego można spotkać w kawiarni u Bliklego. Dawniej codziennie odwiedzał kawiarnię Czytelnika. Natomiast gazetę zwykł kupować podczas porannego spaceru w ulubionym kiosku na Ordynackiej. Jednak mnie przez kilka tygodni nie udaje się spotkać autora „Wniebowstąpienia”. Chodzę, szukam, wypytuję – na próżno.

W międzyczasie szukam informacji na temat tajemniczych tuneli. W „Małej apokalipsie” miejscem łączącym się podziemnych korytarzem z salą bankietową Komitetu Centralnego był lokal „Paradyz”. Odnalezienie tego miejsca nie jest trudne. Jeszcze przed wojną warszawiacy bawili się w klubie „Paradis” mieszczącym się na początku Nowego Światu. Po 1945 roku lokal zmienił nazwę na „Melodia” i kilka lat później po przeciwległej stronie ulicy wyrósł mu potężny sąsiad w postaci Domu Partii.

Idąc w kierunku „Melodii” zbaczam na chwilę z drogi, by wstąpić do kiosku. Przede mną stoi starszy pan, kupuje gazetę, odchodzi. Ja również dokonuję zakupu. I nagle myślę: zaraz, to przecież był on.
- Przepraszam panią – pytam kioskarki – czy to był pan Tadeusz Konwicki? - chcę się upewnić.
- Tak, to on – potwierdza.
Szybkim krokiem, choć na nieco miękkich nogach, podchodzę do Konwickiego. Jak zacząć? O co spytać? W głowie zupełna pustka.
- Przepraszam pana, czy mógłbym zająć chwilę? - wyduszam z siebie w końcu.
- Ale tylko chwilę, bo widzi pan, chory jestem – odpowiada pisarz.
Faktycznie, ponadosiemdziesięcioletni Konwicki nie jest w najlepszej formie. Jego głos jest tak ochrypły, że trudno zrozumieć poszczególne słowa. To wynik przebytej choroby. Zapadłe oczy, wychudzona jeszcze bardziej niż kiedyś twarz, powolne ruchy i ciepłe ubranie - długi płaszcz i czapka, mimo że na dworze jest około 20 stopni, a słońce miło przygrzewa – to wszystko świadczy o tym, że pisarz nie próbuje mnie spławić, a faktycznie czuje się fatalnie.
- Jestem studentem. Piszę reportaż o gmachu KC PZPR i bardzo chciałbym porozmawiać z panem na ten temat - staram się przekazać swoje oczekiwania w jak najbardziej lapidarny sposób.
- Dobrze, tylko nie dzisiaj, bo naprawdę jestem chory. Niech pan zadzwoni do mnie za dwa tygodnie, wtedy się umówimy.

Koniec części drugiej.

Ciag dalszy w publikacji: Zapomniana melodia - część 3.

Dodaj do ulubionychWyślij znajomemuZgłoś naruszenie regulaminu

Dodaj Komentarz

Dodaj komentarz

Proszę nie wypełniać, pole musi byc puste!
Komentarz głosowy
Aby nagrywać komentarze głosowe potrzebujesz wtyczki Flash w wersji 8 lub wyższej.
Proszę się upewnić, że mikrofon jest poprawnie podłączony i ma odpowiednio ustawioną głośność.

Komentarze

Artykuł nie posiada komentarzy.


RSSArtykuły | Wydarzenia


© 2007 AWR Wprost

Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Janmedia Interactive

Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System