Posiadanie własnego zdania, a co za tym idzie przedstawianie go szerszemu gronu, może prędzej czy później doprowadzić do sytuacji, w której właściciel zostanie posądzony o brak tolerancji. Bycie odpornym na wszelkie próby wywierania nacisku przez otoczenie stwarza możliwość do powstawania opinii, niekoniecznie w stylu: „ta osoba, to ktoś, kogo warto naśladować, bo broni swoich racji”.

źródło: www.homoseksualizm.org.pl
Ocena takiej osoby może pójść, i na chwilę obecną idzie w przeciwnym kierunku. Uznawana jest w pewnych przypadkach za nietolerancyjną. Po zapoznaniu się czytelników z moim artykułem pewnie i ja będę postrzegany w podobny sposób. W rozważaniach będę wspierał się po części historią ludzkości, nauką Kościoła, medycyną, jak również zachowaniami większej części społeczeństwa. Zrobię to w sposób powierzchowny, ponieważ zgłębiania poruszanego przeze mnie tematu nie można zamknąć w trzech kartkach formatu A4. Postaram się jednak podejść do niego, mam taką nadzieję, w sposób rozsądny, by nie zostać posądzonym o sympatyzowanie z jednym lub też drugim obozem. Tak, aby udowodnić, że można mieć swoje zdanie i być zarazem tolerancyjnym, bo na tym właśnie tolerancja polega.
By odpowiednio zająć się poruszanym przeze mnie problemem trzeba sobie jasno sprecyzować, co oznacza słowo „Tolerancja”.
Tolerancja -
(łac. tolerantia- "cierpliwa wytrwałość"; od łac. czasownika tolerare - "wytrzymywać", "znosić", "przecierpieć") to w mowie potocznej i naukach społecznych postawa społeczna i osobista odznaczająca się poszanowaniem poglądów, zachowań i cech innych ludzi, a także ich samych. Tolerancja nie oznacza akceptacji (por. łac. acceptatio - przyjmować, sprzyjać) czyjegoś zachowania czy poglądów. Wręcz przeciwnie, tolerancja to poszanowanie czyichś zachowań lub poglądów, mimo że nam się one nie podobają. Tolerancja jest postawą, która umożliwia otwartą dyskusję. Bez tej postawy dyskusja zamienia się albo w zwykłą sprzeczkę, albo prowadzi do aktów agresji. Tolerancja uznawana jest za podstawę społeczeństwa otwartego i demokracji. Tolerancja ma też granice: dotyczy to postaw, które sprzeciwiają się tolerancji.Zatem wiemy już, że tolerancja nie jest równoznaczna z akceptacją, a jedynie wiąże się z poszanowaniem poglądów i zachowań innych społeczności (czyt. mniejszości). Aby przejść dalej, krótko rzecz ujmując do sedna mojego artykułu, musimy zająć się również definicją słowa „Homofobia”.
Homofobia -
(od słów "homoseksualizm" i "fobia" z gr. Φόβος phóbos = strach) – irracjonalny lęk przed zetknięciem się z przedstawicielami mniejszości seksualnych, wstręt, nienawiść, wrogość wobec tych osób lub dyskryminowanie ich ze względu na orientację psychoseksualną lub uznawanie heteroseksualizmu za jedyną akceptowalną orientację seksualną.Wchodząc w fazę moich rozważań na temat homoseksualizmu, trzeba powiedzieć, że jest on tak zaawansowany wiekiem, jak historia ludzkości. Nie jest zjawiskiem nowym, które pojawiło się znikąd, nagle, w XX czy też XXI wieku. Trwa nieprzerwanie od początku istnienia gatunku ludzkiego, zresztą nie tylko ludzkiego i są na to dowody. W każdym społeczeństwie znajduje się odsetek, który jest homoseksualny. Pierwsza informacja o tym zjawisku pojawia się już w 2500 roku p.n.e. w Egipcie. Następna wzmianka pochodzi z VIII wieku p.n.e., z Chin. W IV wieku p.n.e. w Sparcie uznano miłość homoseksualną za cnotę. Wiele podobnych informacji znaleźć można w historii starożytnej Grecji. Miłość homoseksualna nie dziwiła również Rzymian. Wręcz przeciwnie, była uważana za coś normalnego. Większość pogłowia państwa rzymskiego utrzymywało stosunki homoseksualne i nie było w tym nic złego. Nadejście chrześcijaństwa całkowicie przewartościowało świat cesarstwa rzymskiego. Można by śmiało stwierdzić, że to chrześcijaństwo i Kościół, jako instytucja wprowadził świat w średniowiecze, piętnując związki homoseksualne i nie tylko zresztą związki. Dowodem na taki stan rzeczy miały być inkwizycje przeciwko miłości homoseksualnej (czyt. wszystkiemu co inne), ściganie i palenie na stosie homoseksualistów. Gdzie tutaj idea miłowania bliźniego? Mniejsza jednak o to.
Pierwszym, który na poważnie zainteresował się problemem homoseksualizmu po narodzinach Chrystusa był Sigmund Freud. Teoria tzw. „polimorficznie perwersyjnej seksualności” jest jego autorstwa. Głosiła ona, że homoseksualizm można uznać za zjawisko jak najbardziej naturalne. Freud wielokrotnie podkreślał, iż homoseksualizm nie jest chorobą ani żadną patologią. Trudno się z tym nie zgodzić patrząc na wzmianki historyczne. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że jest czymś normalnym skoro pojawia się cyklicznie w każdej z populacji.
Poniżej najciekawsze daty odnoszące się do historii homoseksualizmu:
2500 p.n.e.- pierwsza wzmianka o homoseksualizmie na egipskim papirusie
594 p.n.e. - kodeks Solona z Aten z tekstami dotyczącymi pederastii
ok. 10 n.e.- św. Paweł negatywnie ocenia homoseksualizm w swoich listach
391 - spalenie biblioteki Aleksandryjskiej, zawierającej ponad 700 000 starożytnych zwojów, ze względu m.in. na sporą ilość literatury o treści homoseksualnej
VI-XII w. - w Europie powstaje literatura o homoseksualnych treściach, której autorami są biskupi Marbode z Rennes i Hilary z Anglii
1215 - uznanie przez władzę Paryża sodomii za jedno z poważniejszych przestępstw
1631 - pierwszy proces sądowy za homoseksualizm w Anglii zakończony karą śmierci
XVIII w. - w Anglii powstają "molly" - domy publiczne dla homoseksualistów
1919 - apel Instytutu Wiedzy Seksualnej w Berlinie, utworzonego przez prof. Magnusa Hirschfelda o zniesienie dyskryminacji homoseksualistów
1922 - wprowadzenie, na żądanie Stalina, do kodeksu karnego kary za homoseksualizm
1932 - zniesienie w Grecji, Polsce, Finlandii kary za homoseksualizm
1933 - początek prześladowań homoseksualistów w faszystowskich Niemczech (o dziwo faszyści zwalczali homoseksualizm zapominając o nim w swoich szeregach)
1948 – opisanie przez amerykańskiego uczonego Alfreda Kinseya 7-stopniowej skali orientacji seksualnej oraz raportu o rozpowszechnieniu homoseksualizmu w USA
1969 - powstanie współczesnego ruchu gejów i lesbijek na świecie
1 X 1981 - Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy uchwala rezolucję o zwalczaniu dyskryminacji homoseksualizmu
1991 - wyeliminowanie przez Światową Organizację Zdrowia homoseksualizmu z Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Zaburzeń obowiązujące do dnia dzisiejszego
2003 – Rodzicami pierwszego dziecka, które przyszło na świat w stolicy Stanów Zjednoczonych w 2003 roku są dwie lesbijki
Przyglądając się wyżej wymienionym datom, a jest to jedynie część historii homoseksualizmu, stwierdzić można i nawet trzeba, że homoseksualizm jest czymś, jak najbardziej naturalnym. Towarzyszy nam od zawsze, zatem nie ma mowy o nazywaniu go chorobą, skrzywieniem czy też przestępstwem. Nie można zakazać uczucia, które łączy dwoje ludzi. Bo przede wszystkim najpierw jesteśmy ludźmi, a potem dopiero rozgraniczamy się na płeć.
Nauka (czyt. medycyna) już dawno odeszła od stwierdzenia, że homoseksualizm jest chorobą. Wypowiada się również w kwestii związków homoseksualnych oraz zawierania małżeństw tej samej płci:
Amerykańskie Towarzystwo Antropologiczne, 2004Wyniki badań antropologicznych nad gospodarstwami domowymi, stosunkami pokrewieństwa i rodziną, jakie były przeprowadzone na różnych kulturach przez więcej niż okres jednego wieku, nie dostarczają żadnego wsparcia dla poglądu, iż cywilizacja lub zdolność do przeżycia społeczeństwa zależy od małżeństwa utrzymywanego wyłącznie jako instytucji heteroseksualnej. Antropologiczne badania raczej popierają tezę, iż szeroki wachlarz różnych typów rodzin, w tym rodzin opartych na związkach osób tej samej płci, może przyczyniać się do stabilizacji i humanizacji społeczeństw.Brytyjskie Towarzystwo Psychologiczne, 2005Psychologowie generalnie sprzymierzają się z osobami walczącymi o równouprawnienie, także w kontekście małżeństw. Chociaż w przeszłości psychologia traktowała homoseksualizm jako patologię, dzisiaj cała Europejska i Amerykańska psychologia prezentuje homoseksualizm jako normę i aktywnie wspiera prawa osób homoseksualnych. (...) Dominują tu dwa typy argumentów. Pierwszy dotyczy szeregu badań stwierdzających brak różnic u dzieci wychowywanych przez pary osób tej samej i przeciwnej płci, a także brak różnic w zdrowiu psychicznym samych osób homo- i heteroseksualnych oraz brak różnic w jakości związków homo- i heteroseksualnych. Drugi argument dotyczy badań psychologicznych pokazujących szkody wywołane przez społeczne wykluczenie i związane z tym cierpienie osób homoseksualnych (i ich rodzin) jako oznakę opresji.Znamy już postawę Kościoła Katolickiego, a także podejście nauki. Cóż, pozostaje jeszcze społeczeństwo. Nie jest ono już takie skłonne, by zaakceptować coś, co jest w mniejszości, tak jak to zrobiła nauka. W głównej mierze wpływ na takie zachowanie ma wyżej wspomniany Kościół, który neguje związki tej samej płci. Mówi on również, że rodzicielstwo par homoseksualnych jest sprzeczne z zamysłem Boga. Spowodowane jest to tym, że zgodnie z Księgą Rodzaju Bóg przekazał władzę rodzicielską parze składającej się z kobiety i mężczyzny, a nie parze homoseksualnej. Czy jednak słusznie? Czy nie warto się zastanowić nad zmianą tych poglądów dla dobra ludzkości? Przestać patrzeć przez pryzmat dobra Kościoła?
Pomimo swojej tolerancyjności i otwartości na wszystko co ludzkie, ostatnimi czasy czuję jednak jakby ktoś zorganizował na mnie nagonkę. Czuję się jak ofiara zagoniona w przysłowiowy kozi róg. Gdzie tylko się obejrzę, widzę informacje o tęczowej rewolucji. Zaraz ktoś powie, że jestem nietolerancyjny. Biorąc pod uwagę definicję słowa „tolerancja” nie można mnie tak nazwać. To, że jestem przeciwny takiej nagonce nie oznacza, że jestem osobą nietolerancyjną i z miejsca można mnie wrzucić do jednego garnka z przedstawicielami Kościoła, skinheadami, faszystami i nazwać mnie homofobem. Otóż nie! Jestem tolerancyjny, jak najbardziej! Mam swoje zdanie, szanuję potrzeby innych, ale nie jestem w stanie pewnych rzeczy zaakceptować. Z prostej przyczyny. Dla mnie podstawą związku dwojga ludzi jest prokreacja, przedłużenie gatunku. Patrząc na związek homoseksualny, wspomnianej prokreacji nie da się zapewnić. Dlatego też, nie jestem w stanie zaakceptować w pełni związku dwojga ludzi tej samej płci. Aczkolwiek jestem zwolennikiem legalizacji takich związków, gdyż nie widzę w tym nic złego. Każda jednostka, nawet ta będąca w mniejszości, ma prawo do miłości, bycia kochanym i czucia się potrzebnym i to jestem w stanie tolerować, czyli szanować. Zaraz ktoś pewnie doda, że zdarza się, iż związek dwojga ludzi płci przeciwnej również nie jest w stanie zapewnić prokreacji. Tak, zgadza się, lecz jest to związane z niepłodnością którejś z płci, a nie samą niemożliwością prokreacji. Przychylam się jednak do opinii, że małżeństwom homoseksualnym powinno się pozwolić wychowywać, a co za tym idzie i adoptować dzieci. Zostało dowiedzione naukowo, że orientacja seksualna rodziców nie determinuje orientacji dziecka. Gdyby tak było, to powinno się zakazać związków heteroseksualnych, ponieważ to dzięki nim mamy ludzi o orientacji homoseksualnej. Takie podejście do sprawy jest oczywiście wierutną bzdurą.
Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, 2002Badania porównujące grupy dzieci wychowywanych przez rodziców homo- i heteroseksualnych dowiodły, że nie ma żadnych różnic w rozwoju dzieci z obu grup w istotnych kwestiach: inteligencji, dostosowaniu psychologicznym i społecznym czy relacjach z przyjaciółmi. Należy z całą mocą podkreślić, że orientacja seksualna rodziców nie wyznacza orientacji seksualnej wychowywanych przez nich dzieci. Innym mitem dotyczącym homoseksualizmu jest przekonanie, że mężczyźni homoseksualni mają większe tendencje do seksualnego wykorzystywania dzieci niż mężczyźni heteroseksualni. Nie ma żadnych podstaw do takiego twierdzenia.Pomijając wszystkie fakty przemawiające za normalnością homoseksualizmu, a skupiając się na latach XXI wieku zauważam, że modne staje się, że tak się wyrażę, „promowanie” związków homoseksualnych w mediach pod przykrywką tolerancyjności i walki z homofobią. Niektóre ze stacji telewizyjnych walczą wręcz o palmę pierwszeństwa w byciu tą najbardziej otwartą na mniejszość seksualną. Co rusz słyszy się, że jakiś polityk wsparł swoją osobą tęczową rewolucję, biorąc udział w wiecu równości. Dziwnym zbiegiem okoliczności akurat przed wyborami do parlamentu. Jakiś aktor na łamach gazety oznajmił, że jest gejem. O przepraszam, podobno słowo „gej” jest już obraźliwym. Kiedyś uznawane było za najbardziej neutralne określenie osób o orientacji homoseksualnej. Teraz, będąc poprawnym politycznie mówi się: osoba homoseksualna lub też osoba o orientacji homoseksualnej.
Powstaje pytanie, jakie przesłanki kierują tymi ludźmi? Czy ma to jeszcze jakiś związek z rzeczywistą potrzebą akceptacji czy też może tylko i wyłącznie z chęcią zaistnienia i wykorzystania „popularności” środowisk homoseksualnych do własnych celów? Myślę, że orientacja seksualna, to prywatna i bardzo osobista sprawa każdego człowieka. Dlaczego więc tak głośno mówi się o homoseksualizmie? Tak, wiem, bo jest w mniejszości, był w przeszłości i jest piętnowany obecnie. Nie żyjemy już jednak w średniowieczu i nikt nie będzie palił na stosie osób homoseksualnych. Wydaje mi się, że więcej korzyści przyniosłaby edukacja społeczeństwa aniżeli tzw. pokaz siły i solidarności w postaci wieców i parad równości. Pociągają one za sobą jedynie wiece i parady anty równości, a co za tym idzie okrzyki w stylu: „Zakaz pedałowania”. Może już pora, by podejść do tematu od innej strony?
Zdaję sobie doskonale sprawę, że najlepszym sposobem zwrócenia uwagi na problem jest tzw. agresywny marketing. W przypadku walki z homofobią są to wspomniane wyżej wiece, parady równości itp. Nie przeszkadza mi to. Jestem w stanie to uszanować. Tak przecież głosi biblia: „Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, Twojego brata....”. Ale czy przypadkiem ten wspomniany przeze mnie agresywny marketing nie działa na szkodę tęczowej rewolucji? Otoczenie zamiast tolerować neguje, broni się przed tym. Akcja wymusza kontrakcję. Dzięki takim mechanizmom wspomniana homofobia przeradza się w heterofobię. Czy można się temu dziwić? Otóż nie! Mamy agresywną akcję ze strony homoseksualizmu, zatem normalną koleją rzeczy jest kontrakcja ze strony heteroseksualizmu. Przypomina mi to sytuację oprawcy i ofiary. Czy czasem, „prześladowani” do tej pory przez heteroseksualnych homoseksualiści, pod przykrywką braku tolerancji i homofobii nie zamienili się w oprawców? Jeśli założeniem środowisk homoseksualnych było pokazanie ortodoksyjnym hetero, jak to jest być prześladowanym, to ja, tolerancyjny hetero mówię, że im się to udało. Mówiąc wprost, czuję się zaszczuty, ale czy takie zaszczucie jestem skłonny tolerować, a jeśli tak, to jak długo? Myślę, że gdzieś po drodze, ktoś z organizujących nagonkę na homofobię zapomniał, o co w tym wszystkim chodzi. Z przysłowiowej ofiary środowiska homoseksualne zamieniły się w oprawcę. We wszystkim doszukują się ataków na mniejszości seksualne. Każdy, kto nie jest w stanie zaakceptować związków homoseksualnych, a jedynie je toleruje, uznawany jest z miejsca za homofoba. Uważam takie generalizowanie za krzywdzące i śmiem je nazwać heterofobią.
Podsumowując, obawiam się, że w niedługim czasie będziemy mieli sytuację podobną to tej w USA, związaną z „molestowaniem” dzieci przez rodziców. Każdy dotyk czy też pocałunek w miejscu publicznym może być odebrany jak akt molestowania. W przypadku homoseksualizmu może stać się tak samo. Każda wypowiedź przeciwna, aczkolwiek nie negatywna, skierowana w stronę tęczowej rewolucji może zostać odebrana za homofobię, a nie za wyraz poglądów, do których przecież każdy ma prawo. Powiem szczerze, że patrząc na to, co dzieje się wokół mnie, odnoszę wrażenie, iż taki proces właśnie się zaczął.
To jedynie od członków tęczowej rewolucji zależy czy naprawdę chcą dążyć do tolerowania homoseksualizmu przez otoczenie. Czy też, przez swój agresywny marketing doprowadzą do zaognienia stosunków i zawiązania się rewolucji przeciwko heterofobii?
Heterofobia -
(od słów "heteroseksualizm" i "fobia") – termin używany do oznaczenia irracjonalnego lęku przed zetknięciem się z osobami o orientacji heteroseksualnej, niechęć bądź wrogość do takich osób. Nie istnieją żadne źródła naukowe, które notowałyby istnienie tego rodzaju fobii, termin należy rozumieć, zatem jako retoryczny. Bywa stosowany przez osoby sprzeciwiające się działalności organizacji LGBT*, doszukujące się w niej dyskryminacji osób heteroseksualnych, w tym kontekście używany jest jako odpowiedź na termin homofobia.Pozostaje mi już jedynie mieć nadzieję, że artykuł nie zostanie odebrany jako manifest przeciwko homoseksualizmowi. Bo jeśli tak właśnie odebrany zostanie, oznaczać to będzie, że jest przeciwko wszystkiemu co inne, a nie jedynie przeciwko tęczowej rewolucji. Czy zasłużyłem sobie na miano homofoba czy może wręcz przeciwnie na miano tolerancyjnego? Odpowiedź pozostawiam Wam wszystkim.
* - LGBT – skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, biseksualistów oraz osób transgenderycznych jako do całości.cytaty środowisk naukowych zaczerpnięte z WIKIPEDIIinformacje na temat rysu historycznego homoseksualizmu pochodzą z portalu www.homiki.org
KOPIOWANIE I WYKORZYSTYWANIE TREŚCI I ZDJĘĆ ZAWARTYCH W ARTYKULE BEZ ZGODY AUTORA JEST ZABRONIONE (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83).