Stanisław Stadnicki herbu Śreniawa, zwany także nie bez przyczyny Diabłem Łańcuckim to jedna z bardziej ponurych, lecz jednocześnie interesujących postaci w dziejach Rzeczpospolitej.

źródło: ecit.przeworsk.org
Stanisław urodził się w roku 1551, jego rodzina była wywodzącym się z XIV wieku, bogatym rodem szlacheckim. Stadnickiemu jednak to nie wystarczało. Marzył o awansie do grona magnaterii i wielkich zaszczytach.
Stadnicki rozpoczynał swoją karierę jako rotmistrz w wojskach Stefana Batorego. Zajęć nie brakowało. Król wyprawił się najpierw na zbuntowany Gdańsk, a następnie przeprowadził trzy potężne wyprawy, które zachwiały fundamentami Rosji. Stanisław walczył dzielnie. Pod Gdańskiem ubito nawet pod nim konia. Zaszczyty, przynajmniej te największe, przechodziły jednak bokiem. Wreszcie, wzgardziwszy powierzonym mu starostwem zygwulskim, udał się na służbę austriacką. Pod rozkazami Rudolfa II wszedł na drogę, którą sto lat wcześniej kroczył Vlad Drakula. Wziął udział w okrucieństwach i rzeziach, napatrzył się tez zapewne na wymyślne tortury.
W Rzeczpospolitej usłyszano o nim już po śmierci króla Stefana. Pan na Łańcucie - zamek i miasto wykupił w 1586 roku od podupadłego rodu Sienińskich – stanął po stronie Maksymiliana Habsburga i był zaprzysięgłym nieprzyjacielem Jana Zamoyskiego i kontrkandydata – Zygmunta Wazy. Po klęsce pod Byczyną nie wyrzekł się swoich sympatii politycznych i kilkanaście lat później został jednym z przywódców antykrólewskiego rokoszu.
Już w tym czasie Łańcut i jego lochy cieszyły się złą sławą. Stadnicki był okrutny dla swoich poddanych i lubował się w torturach. Drżeli także jego szlachetnie urodzeni sąsiedzi. Diabeł Łańcucki, jak szybko zaczęto go nazywać, nie odczuwał respektu przed żadną władzą, szybko też dopracował się licznych wrogów.
Najbardziej zagorzałym z nich okazał się starosta Leżajski Łukasz Opaliński herbu Łodzia. Konflikt rozpoczął się na pozór niewinnie. Stadnicki upodobał sobie nadwornego karła Opalińskiego i najzwyczajniej w świecie porwał go do siebie, do Łańcuta. Epicka wojna, jaka potem rozgorzała kosztowała setki zabitych i rannych po obu stronach. Opaliński oparł się na przyjaciołach i krewnych spośród magnaterii, Stadnicki na najróżniejszych podejrzanych typkach i dzikich góralach.
Początkowo górą był agresywny Stadnicki. W roku 1607 jego ludzie zdobyli chorągiew Opalińskiego, a jednym z kolejnych starć nieomal pochwycili leżajskiego starostę. Jakie „uciechy” szykował dla niego Diabeł w swych lochach? Strach pomyśleć. Dość, że w kolejnym sezonie górą okazał się Opaliński.
Kiedy Diabeł wypuścił się na zamek starosty leżajskiego w Łące, ludzie tego ostatniego zdobyli i zniszczyli Łańcut. O Opalińskim zaczęto od tej pory mawiać: „Diabła pobił a piekło spalił”. Rzeczywiście w lochach znaleziono i uwolniono setkę skatowanych więźniów. Opaliński trafił tez na nielegalną mennicę – nielegalne bicie monety było w owych czasach jedna z najgorszych zbrodni wobec państwa.
Wojna toczyła się jednak dalej. Stadnicki zdołał złupić należące do Opalińskiego dobra leżajskie, jednak w roku 1610 przegrał walną bitwę pod Tarnawą. Uciekającego tropili ludzie Opalińskiego. Wreszcie wypatrzył go i ustrzelił na miejscu Tatarzyn imieniem Pers. W nagrodę za ten wyczyn Opaliński wystarał się dla niego o szlachectwo i nazwisko Macedoński.
Schedę po ojcu przejęli jego synowie, szybko przezwani przez sąsiadów Diablętami.