„Ogniem i Mieczem” Reloaded
6 marca 2009, 16:27 Komentarzy: 2 |
Ocena: 5.00 (1 głos)
Autor: Kebab
2005 rok, przedział jednego z polskich pociągów. Kilku młodych ludzi narzeka na brak polskiej obecności w światowej historii i świadomości masowej. Jeżeli ktokolwiek dostrzega obecność Rzeczpospolitej, jest ona zazwyczaj traktowana po macoszemu, mnożą się błędy historyczne, uogólnienia, często Polskę wrzuca się do jednego worka z Rosjanami. Padł pomysł, jakich wiele: zróbmy coś sami i lepiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że został konsekwentnie zrealizowany.

źródło: wargamer.pl
Trudne początki
Przedsięwzięcie od początku napotykało problemy. Środki były ograniczone, brakowało uzdolnionych i jednocześnie niedrogich rzeźbiarzy, a polskie odlewnie nie dość że produkowały kiepskie metalowe kopie, to jeszcze zdarzało im się zniszczyć wyrzeźbione oryginały. Padł nawet pomysł o realizacji zamówień w zakładzie w Wielkiej Brytanii, ale ostatecznie po wielkich poszukiwaniach udało się odkryć odpowiedni zakład w Polsce. W trakcie prac trzeba było pójść na „epokowy” kompromis: na razie do czynienia mamy nie z całym wiekiem XVII ale z okresem między 1648 a 1676 rokiem, czyli jak mówią autorzy: od reform Władysława IV do reform Jana Sobieskiego.
Mimo wszystko działalność nabierała rozmachu – dowiadywali się o niej historycy, archeolodzy i znawcy heraldyki. Wielu z nich bezinteresownie oferowało pomoc, inni pracowali za symboliczne wynagrodzenie. Szczęśliwie znaleźli się tez trzej uzdolnieni rzeźbiarze. Modele ich autorstwa łączą zgrabne wykonanie i tak ważny dla pasjonatów detal historyczny.
I tak: wzory płaskorzeźbione luf armatnich to kopie eksponatów z Muzeum Wojska Polskiego, sztandary to odwzorowania oryginalnych opisów i rysunków historycznych. Osobne słowo warto poświęcić husarskim skrzydłom. Odwieczny spór o to, czy w czasie bitwy ciężkozbrojni Polacy używali skrzydeł rozwiązano w banalny sposób: kto chce może je dokleić. Notabene, opcjonalnych wzorów skrzydeł husarskich będzie kilka: orle, łabędzie i na różnych rodzajach stelaży.
W prace zaangażowali się także ludzie znani. Wśród ilustratorów podręcznika z zasadami znaleźli się m.in. Ryszard Morawski i znany ostatnio z „bitewnych” dodatków do Rzeczpospolitej Marek Szyszko. Kredowy papier, komputerowe schematy, kolorowe ilustracje, historyczne opisy jednostek przyprawione klimatycznymi opowiadaniami sprawiają, że podręcznik sam w sobie może być pożądaną pozycją w naszych bibliotekach, nawet jeżeli nie będziemy mieli ochoty „pobawić się żołnierzykami”.
Jak w to się gra?
Zasady gry umożliwiają rozgrywkę na wielu poziomach, od sienkiewiczowskich potyczek po epickie bitwy, z odwzorowaniem prawdziwych batalii włącznie. Zasady do gry znajdują się jeszcze w fazie testów i można je dostać za darmo w sieci. Pieniądze będzie za to trzeba wydać na kolekcję 15 milimetrowych (mniej więcej skala 1:100) figurek. Zabawa łączy ze sobą elementy kolekcji, historii, modelarstwa i taktycznego myślenia.
Projekt ma swój wymiar międzynarodowy. Obok ilustracji w podręczniku mają się znaleźć także zdjęcia najlepszych grup rekonstrukcyjnych z Polski, Czech, Ukrainy i Rosji. Strona internetowa gry ma posiadać podstawowe informacje w językach wszystkich potencjalnie „zainteresowanych”, czyli (poza polskim i angielskim) po szwedzku, rosyjsku, niemiecku, a nawet tatarsku i turecku.
Ambicja a opłacalność
Na koniec swego rodzaju morał z całej tej historii. W kryzysie i przy spadku złotego polska firma Wargamer, utrzymująca się do tej pory z importu najróżniejszych gier z Zachodu mogłaby stanąć w obliczu sporych problemów finansowych. Tymczasem pewne ryzyko i inwestycja w rodzimą „myśl techniczną” sprawia, że system bitewny „Ogniem i Mieczem” nie dość, że w Polsce nie zdrożeje, to jeszcze dodatkowo zwiększą się jego szanse na rynkach zachodnich.