Podróż pociągiem jest jak wędrówka przez życie – czasem warto nie zakładać słuchawek na uszy by najważniejsze kwestie nie padły niezauważone

źródło: vator.tv
13 października zaczął się zupełnie normalnie. Jak zwykle wyruszyłem w podróż do stolicy na uczelnię. Wsiadłem do prawie pustego autobusu i po kilkunastu minutach pojawiłem się na stacji PKP, gdzie dzisiaj wyjątkowo punktualnie stał już pociąg kolej mazowieckich. Zająłem miejsce w pierwszym przedziale.
Właśnie w wagonie spotkałem pana Janusza, mojego nauczyciela historii, jeszcze z czasów gimnazjum. Wspominam go zawsze jako bardzo miłego i życzliwego człowieka.
Pan Janusz ma już blisko 60 lat. Często widzę go podróżującego pociągiem. Jeździ do pracy, codziennie od prawie 5 lat, od czasów, kiedy wskutek redukcji etatów został zwolniony z gimnazjum. On raczej nie lubi III RP. Uważa, że w pierwszych latach jej funkcjonowania doszło do największych wypaczeń ustrojowych i pewna grupa osób zgromadziła majątek na, powiedźmy łagodnie, nie zawsze w pełni legalnej działalności. „Co mam mówić. Jestem już stary. Za komuny było tak samo. Kapitalizm może i byłby lepszy gdyby nie ten, który funkcjonuje w Polsce. Drapieżny. W jakim dominuje jedynie pieniądz. Zero skrupułów dla przeciętnych ludzi. Oby się tylko pewna warstwa mogła nachapać jak najwięcej i jak najszybciej”. Naszej rozmowie przysłuchuje się pani Wanda. Ona ma kompletnie inne zdanie na temat otaczającej rzeczywistości. To wieloletni znajoma mojego nauczyciela. „Ja tam się cieszę, jeśli można coś powiedzieć” – mówi – „czuję się dobrze w dobie III RP. Wiele zdołano osiągnąć. Jesteśmy w NATO, Unii Europejskiej, Polska to silny kraj z którym się liczą na świecie a ludziom żyje się dostatnio”. Na replikę ze strony pana Janusza nie trzeba było długo czekać. „Kto ma dobrze ? Ja ? Pani ? Przecież otrzymujemy porównywalne zarobki, posiadamy podobne wykształcenie, tylko nie wszyscy ulegli propagandzie medialnej, nie każdemu coś zastępuje dużo”.
Pani Wanda zamilkła. Kiedyś, zarówno ona jak i pan Janusz byli w podziemiu antykomunistycznym. Następnie przez długi okres mieli problemy u schyłku PRLu. Przejawiało się to w między innymi w – trudnościach ze znalezieniem pracy, kłopotami ich dzieci na uczelniach w związku z działalnością opozycyjną rodziców. Oboje mają wspólne korzenie, lecz wydają zupełnie inny osąd teraźniejszości. Są takie dni, że nic do siebie nie powiedzą, nawet zwykłego „dzień dobry”. O polityce mogliby mówić godzinami. Z wykształcenia oboje są historykami. Nie zarabiają wielkich pieniędzy. Po prostu pan Janusz ma większe potrzeby. Musi utrzymać ze swojej pensji jeszcze swoją chorą żonę. Panią Wandę mąż zostawił wiele lat temu. Bynajmniej nie z powodu różnic światopoglądowych, a raczej w wyniku innych okoliczności, o których starsza już kobieta woli nie mówić.
Teraz cała nasza trójka jedzie pociągiem kolej mazowieckich do Warszawy. Podobnie jak znaczna liczba innych mieszkańców Sochaczewa. Choć dyskusje dotyczące polityki zdarzają się w wagonach często, to jednak nigdy nie spotkałem się z jakimikolwiek przejawami złości, niechęci czy wręcz nienawiści, jaka ma miejsce na szczytach polskiej władzy. Nikt nikogo nie oskarża, nie pomawia, nie obraża. Osoby korzystające z szynowego transportu nie angażują się w jakieś zaciekłe polemiki. Dobrze wiedzą, że byłoby to dla nich szalenie niepraktyczne i mogłoby się skończyć bardzo nieprzyjemnie. Trzeba pamiętać, iż część mieszkańców miasta kończy pracę w stolicy dopiero długo po 20;00. Powrót pociągiem w tym czasie może nie być zbyt bezpieczny, nie warto więc kusić losu dodatkowymi zaczepkami i kłótniami kalibru „za wszelką cenę” z pasażerami. Istnieje od tej zasady praktycznie tylko jeden wyjątek – gdy rozmawia się w gronie ludzi, których się zna od wielu lat. W kontaktach pomiędzy np. panią Wandą czy panem Januszem.
Na jednej z kolejnych stacji, w Teresinie, do pana Janusza dosiadł się jego przyjaciel z czasów, gdy obaj odbywali zasadniczą służbę wojskową – pan Jerzy. On także miał wiele do powiedzenia. „Nie żyje mi się tragicznie, ale nie podzielam też poglądu, że wszystko jest w porządku. System rządów w Polsce jest zły. Mało efektowny. Liczą się słupki poparcia a nie realne reformowanie kraju. To co będzie za kilka lat w Polsce jest straszne. Cieszę się, że jestem już stary, bo choć dzisiaj jeszcze mam pieniądze na leki i jedzenie oraz inne niezbędne wydatki, to nie jestem pewien czy dziesięć lat nadal byłbym w tak dobrym położeniu. Wszystko dookoła siada. System rentowy i emerytalny. Ubezpieczenia zdrowotne. Zakłady pracy upadają. Nawet nie chodzi o ten czy inny rząd. Cały model rządzenia w kraju jest błędny. Wypaczony do granic. Boję się trochę o moje dzieci, ale najbardziej chyba jednak o wnuki. One dopiero będą miał ciężko w życiu”. Siłą rzeczy monolog pana Jerzego usłyszało dość dużo osób w wagonie (chyba wszyscy, którzy akurat nie spali bądź też ewentualnie nie mieli na uszach słuchawek).
Wówczas dość nieoczekiwanie do dyskusji włączyła się podróżująca pociągiem nauczycielka, siedząca po przeciwnej stronie wagonu. Opiekunka grupy, na oko wydawałoby się gimnazjalistów bardzo ostro zaatakowała. „Jak Pan może coś takiego w ogóle mówić – zaczęła swój dyskurs kobieta – te dzieci na pewno będą żyły w państwie jeszcze lepszym i bardziej dostatnim od obecnego. Przecież jesteśmy zieloną wyspą na tle Europy, skutecznie opieramy się kryzysowi ekonomicznemu, banki funkcjonują normalnie, kraj się rozwija. Istotnie być może nieco Polska zwolniła gospodarczo, ale nadal jesteśmy na doskonałej drodze by dogonić państwa Europy Zachodniej. Mamy szansę, trzeba ją tylko wykorzystać i za żadną cenę nie może Pan szerzyć takich defetystycznych wystąpień w miejscu publicznym. Przecież to jak nawoływanie do chaosu, entropii. Ma Pan już tyle lat a nie wie zupełnie jak się zachować i to jeszcze w wagonie pełnym młodych ludzi. Wstyd”.
W tym momencie atmosfera zrobiła się bardziej napięta niż zwykle miało to miejsce. Pierwszy raz widziałem, żeby ludzie z powodów stricte politycznych tak emocjonalnie rozmawiali ze sobą w pociągu. W dodatku jeszcze osoby kompletnie nie znające się wzajemnie. Całe szczęście, że wszedł akurat konduktor i poprosił wszystkich podróżnych o pokazanie biletów, w innym przypadku replika starszego pana lub ich obydwu po kolej mogła by być bardzo nieprzyjemna zarówno dla opiekunki jak i dla pozostałych osób w wagonie, mających odmienne spojrzenie na rzeczywistość.
Chwilę później pociąg dotarł do stacji w Błoniu. Tam pasażerów było już tak wielu, że konduktor musiał wypraszać ludzi, którzy chcieli jeszcze wejść na pomosty by ci opuścili jednak powierzchnię wagonu. Doszło do paru utarczek słownych. Korzystający z PKP nie rozumieli dlaczego to akurat oni mają nie wsiadać do pociągu ? Nie mogą dojechać do pracy/szkoły na czas. Muszą się spóźnić tylko dlatego, że ktoś odpowiedzialny w organizacji i planowaniu kolej źle obstawił trasę o tej godzinie. To co się dzieje w kolejach po 20 września bieżącego roku, po zmianach w rozkładzie jazdy wprowadza ogromny chaos, rodzi konflikty i stanowi zarzewie nieporozumień znacznie większych niż ma to miejsce zwykle w przypadku tej instytucji. Oczywiście zaistniały problem szybko znalazł swoje odzwierciedlenie oraz „uzasadnienie” polityczne i stanowił punkt wyjścia do kolejnych rozważań światopoglądowych. Tym razem już w mniejszej grupie czteroosobowej, plus ewentualnie kilka stojących nad nami osób, które miały w większości słuchawki na uszach i gazetę przed sobą. Tłum bowiem skutecznie oddział nasze miejsca od punktu, w którym siedziała opiekunka.
Pan Janusz zaczął jako pierwszy. Zwrócił się do mnie i rzekł. „Widzisz młodzieńcze teraz tak to wszystko wygląda. Jeszcze we wrześniu były dwa pociągi z Sochaczewa o tej porze. Jeden o 10;42, drugi o 11;00. Obydwa miały przynajmniej dwie jednostki. Ludzie mieli miejsca, mogli (nie komfortowo co prawda, bo trudno o wygodę w tej klasie pociągów mówić, ale przynajmniej chociaż w normalnych warunkach) przejechać te blisko 60 kilometrów. Teraz jest tylko jeden pociąg o tej porze. W dodatku tylko z jedną jednostką kolejową. Oznacza to, iż pasażerów jest tylu samo, a miejsca czterokrotnie mniej. Nawet w komunie było lepiej. Kolejny dowód, że mam rację. Wszystko schodzi na psy. Ludzie nie mogą usiądź w wagonie już nawet w Sochaczewie, w Błoniu zaś pociąg się nie domyka i konduktor musi wypraszać potencjalnych pasażerów. Wstyd i hańba, żebyśmy takich czasów dożyli jak obecnie. Niby Unia Europejska, XXI wiek a czasem się czuję jak w średniowieczu. Poza tym ktoś za ustalanie tego grafiku pociągów i optymalne wykorzystanie taboru kolejowego dostaje pewnie niezłe wynagrodzenie. Kolejne pieniądze wyrzucone w błoto. Tak jak wszystko w tym kraju”.
Wtedy odezwał się kolega pana Janusza z czasów służby zasadniczej, starszy pan, który wsiadł w Teresinie - Jerzy. „Prawda, ja mam mniej do pokonania niż wy, ale również narzekam na standard obsługi pasażera. Zeszłej zimy 45 km jechałem kilkukrotnie kolejami mazowieckimi prawie dwie godziny. Ponad 60 minut staliśmy bezproduktywnie w Błoniu i przepuszczaliśmy „pośpiechy” oraz intercity. Mówcie co chcecie, ale za czasów PiSu nie było aż tak wielkich opóźnień. Ogólnie mam wrażenie, że nasz kraj już dawno przestał być nad przepaścią. Polska tonie, tylko jeszcze kilka bastionów się utrzymuje. Abstrahując od kolej ostatnio padła Fabryka Samochodów Osobowych na Żeraniu, wcześniej nawet duże firmy turystyczne z długą tradycją, takie jak Orbis, stocznie, mnóstwo innych zakładów. Nie długo nic nie będzie, a to co zostanie to nawet płatne będzie marnej jakości. Bo przecież my koleją nie podróżujemy za darmo. Nikt nam nic nie daje. Więcej, zapowiadali znów niedługo kolejne podwyżki cen biletów a standard podróży, czystość i technologia ? Tragiczne to wszystko. Rośnie nam pokolenie „1500” i to nawet już nie netto, ale brutto. Coraz więcej młodych ludzi nie ma perspektyw. Albo sami jeszcze o tym nie wiedzą albo usprawiedliwiają się przekazem medialnym i łudzą, że ich to nie dotyczy. Jak ten kraj ma się rozwijać ? Ludzie nie będą mieli pieniędzy, tak potrzebnych na normalne zakładanie i egzystencję swoich rodzin, nie powstaną kolejne pokolenia Polaków, kto będzie płacił podatki, pracował na renty i emerytury ? Ostatni nasi rodacy odziedziczą jedynie gruz, bolesną historię i mnóstwo długów”.
Pani Wanda nie pozostała dłużna swoim przedmówcą. „Zgadza się. Prawdą jest, że okropnie podróżuje się koleją w tych czasach, ale przecież to nie wina rządu. Odczuwamy jeszcze skutki kryzysu, recesji. Cud, że w ogóle Polska się obroniła. Ludzie mają pracę. Wszystkie placówki funkcjonują, a to, że ktoś bankrutuje to normalne w kapitalizmie. Nie ma u nas interwencjonizmu państwowego. Wolny rynek. Liczy się tylko zaradność jednostki, obywatela. Każdy ma prawo do szczęścia i może je urzeczywistniać na własną rękę, a jak się komuś nie podoba to niech głosuje na inną opcję polityczną lub wyemigruje. Nikt nikogo nie trzyma w Polsce. Mamy strefę Schengen. Poza tym jest jeszcze świat poza Wspólnotą Europejską. Można się rozwijać. Biadolenie nic pozytywnego nie przyniesie”.
Tym sposobem dojechaliśmy do Warszawy Zachodniej. Już niedługo Śródmieście na którym wysiadają starsi Państwo i Powiśle, gdzie z kolej to ja opuszczam pociąg. Zasadniczo tylko przysłuchiwałem się rozmowie. Nie było moim celem wtrącanie się. Posiadam określone poglądy, raczej niezbyt pochlebne dla obecnego stanu państwa i rządu sprawującego władzę. Brak reform powoli coraz mocniej zaczynie doskwierać Polakom, a już niedługo kilka problemów trzeba będzie rozwiązać, jak na przykład reformę KRUSu,w związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z końca października. Abstrahując jednak od tego wszystkiego, najciekawsze w naszej podróży miało dopiero nadejść. Siedziałem więc i słuchałem. Wszak pozostało jeszcze przecież kilka stacji.
Pan Janusz po chwili zamyślenia i zapatrzenia w krajobraz za oknem wypowiedział co następuje. „Zgoda, może wszyscy się trochę zagalopowaliśmy, nie powinniśmy się tak dalece różnic. Przecież kraj nie podzieli się na dwie części. Są w kraju rachunki krzywd jak pisał poeta, ale my powinniśmy nadal pozostać dobrymi znajomymi. Przepraszam za moją zawziętość pani Wando” – po czym wstał i ucałował kobietę w dłoń. Po chwili zaś pan Janusz podszedł również do opiekunki grupki dzieci, z którą wcześniej polemizował tak zaciekle, że gdyby nie wizyta osoby sprawdzającej bilety, to chyba wówczas by wybuchł. Przeprosił ją, ona odparła, iż nic się nie stało i również zrobiło jej się trochę głupio. Zaczerwieniła się i po chwili wyprowadziła dzieci na następnej stacji, przedtem serdecznie się żegnając. Gest pana Janusza chyba najbardziej zaskoczył jego kolegę z armii. Widać to było wyraźnie. Niemniej po paru chwilach również pan z Teresina odrzekł. „No widzę, kolego, że pokorniejesz na starość” – po czym pożegnał się z nami wszystkimi, uśmiechnął i wyszedł ustawić się przy drzwiach pomostu, gdyż zaraz naszym oczom ukazać miała się stacja kolejowa Warszawa – Ochota.
Zostaliśmy zatem w trójkę. Pani Wanda była zadowolona. „Cieszę się – zaczęła – stary druchu, że odnalazłeś w sobie cząstkę dawnego siebie. Pamiętam, kiedy Cię poznałam to choć miałeś często diametralnie inne poglądy od pozostałych to jednak jeśli nie mogłeś innych przekonać do zmiany zdania, to chociaż potrafiłeś im to wybaczyć, nie tracąc nic ze swojego animuszu. Jestem usatysfakcjonowana, że dalej umiesz pięknie się różnić i być otwartym na inne wizje rzeczywistości, mimo wszystko”. Na co pan Janusz odparł – „Cała przyjemność po mojej stronie” i pożegnawszy się ze mną wyszli oboje z pociągu na słynnym dworcu na śródmieściu, machając mi jeszcze z peronu środkowego.
No cóż, historia ta powinna uzmysłowić, iż nie liczy się jedynie czubek własnego światopoglądowego nosa. Bardzo istotna jest umiejętność akceptacji i wsłuchania się w innych, mających odmienną wizję - państwa, polityki, spraw związanych z funkcjonowaniem gospodarki, służby zdrowia czy chociażby infrastruktury kolejowej. Osób, które posiadają inny, powiedziałbym, profil polityczny jest w Polsce wiele. Nie można udawać, że ich nie ma, że nie istnieją czy, że nie spotkamy ich na swojej drodze. Ogromnym błędem było by zamknięcie się we własnej grupie, izolowanie od wpływów i opinii pozostałych ludzi. Trzeba znaleźć pewien złoty środek. Aurea Mediocritas – coś co nie pozwoli nam zatracić się w naszej opinii oraz jednocześnie sprawi, iż każdą ważną informacje będziemy potrafili obiektywnie przefiltrować przez odpowiednią warstwę naszego doświadczenia życiowego oraz zdrowego rozsądku. Siła tkwi w różnorodności poglądów i umiejętności czerpania i konstruktywnego budowania z odmienności czegoś wartościowego oraz wspólnego, jak np. – dialog międzyludzki.
autor: Łukasz Rosiak