Wybierz lokalizację
Wyniki konkursu na najlepszą recenzję filmu oscarowego
Zrób zdjęcie i wyślij MMSemWyślij temat!
Newsletter

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz e-mail:

Dane teleadresowe

AWR WPROST
ul. Domaniewska 39a
02-676 Warszawa
tel. (22) 529 11 69
fax (22) 852 90 16
email redakcja@infotuba.pl

Dehnel dialoguje z Balzakiem

4 lutego 2010, 13:22 Komentarzy: 0 | Ocena: 5.00 (2 głosy)

Autor: akademiec.pl

Chopiniana lub Mozartiana to utwory wykorzystujące stylistykę danego kompozytora, czasem pastisze, czasem tylko transpozycje orkiestrowe w miejscu fortepianowych, inspirowane znanymi utworami wprawki lub ciekawe dzieła wybitnych kompozytorów. Nowe kompozycje, zachowujące pamięć i cechy autora wymienionego w tytule. Tak jest i z Balzakianami Jacka Dehnela. Autor wkracza w materię znaną sobie najlepiej, czyli słowa i w minipowieściach z wyczuciem transponuje francuskie na polskie, dziewiętnastowieczne na dwudziestowieczne (a może nawet na dwudziestopierwszowieczne).

Dehnel dialoguje z Balzakiem
Opowieści Dehnela nie są niesamowite. Ot, zwykłe ludzkie dramaty, które mogłyby zdarzyć się każdemu, kto ma trochę pieniędzy, serce, marzenia albo rodzinę... Ktoś się zakochał, ktoś zdobył pieniądze, ktoś kogoś zdradził, ktoś znów stracił szansę. Jednak autor potrafi opowiedzieć te historie tak, że pomimo powtarzalności pewnych sekwencji, wciąż ciekawią. Opowieści snują się niespieszne, z dokładnym odwzorowaniem realiów, opisem postaci, wnętrz i przedmiotów. Bohaterowie nie są tylko odrysowani i opisani, poświęcone im słowa są czasem sympatyczne, czasem złośliwe, bo o swoich postaciach Dehnel mówi tak, jak mówi się o znajomych, co chwilę, w razie potrzeby dopowiadając jakieś informacje. Postaci są bardzo ludzkie, pełnokrwiste, co potęguje wrażenie tego, że Dehnelowskie historie mogły się naprawdę wydarzyć. Opowieści i ich bohaterowie są też pretekstem do prezentacji najważniejszej postaci: samego narratora, który czasem przerywa tok akcji, by wymienić się z czytelnikiem jakimś spostrzeżeniem, rzucić złośliwą uwagę lub zacytować klasyka. I nie tylko klasyka, bo Dehnel, włączając w swój styl przeróżne cytaty, pożycza je od Mickiewicza i Szymborskiej, ale także czerpie z piosenek, typowych wzmianek prasowych i reklam. Czyni to, jak zapewnia w notatce okładkowej: „Pod rozwagę. I ku uciesze”. „Pod rozwagę”, bo potwierdza się, że nasza rzeczywistość to zlepek bardzo szeroko rozumianej kultury i im więcej aluzji się rozpozna, tym głębsza może stać się refleksja po odkryciu pochodzenia „Wymienić zamki. Tego nie robi się kocicy”. Ta gra aluzjami, cudzymi słowami bez cudzysłowów, pozwala jeszcze bardziej docenić finezję i erudycję autora, cieszyć się lekturą „ku uciesze” –dobrą, ciekawą i pozwalającą na intelektualne zaangażowanie.



Dehnel udowadnia, że o naszych czasach, o których powstało już wiele książek, można pisać techniką wieków przeszłych. Zamiast urywków, migawek, literackich puzzli i formalnych eksperymentów przedstawia nam powieść napisaną zgodnie z dawnymi zasadami, językiem, w którym w dialogach, owszem, pojawiają się określenia slangowe, ale poza tym jest to język dziś już rzadko spotykany, z metaforami, aluzjami, wielokrotnie złożonymi zdaniami, pozwoleniem na gawędziarstwo i odrzucenie reguł skrótowości. Język, który nie szokuje, za to może zachwycić wyczuciem i ponadczasowością, bo jeśli tak piękną frazą można opowiedzieć o naszych czasach, to oznacza, że ten styl jest zawsze odpowiedni. A nikogo nie trzeba przekonywać, że są to nasze czasy, z tytułami prasowymi, premierami w kinie i nazwiskami skandalizujących plastyków. Nasze czasy przez wprowadzanie komputerów, internetowych aukcji i smsów. Nasze czasy, czyli te, gdy szczytem wyrafinowania i znajomości etykiety jest umiejętność jedzenia bezy łyżeczką. To dobry pretekst, by zastanowić się, jakie są nasze czasy i co po nich pozostanie.

Najważniejszą refleksją nasuwającą się w czasie lektury Balzakianów jest, że pomimo przekształceń gospodarczych, dzieła emancypacji i zmian ustrojów, ludzie pozostali tacy sami. Od przynajmniej półtora wieku marzą o wielkich miłościach (Mięso wędliny ubiory tkaniny), zmianie statusu społecznego (Miłość korepetytora), powrocie do czasów, gdy żyło się dostanej (Cienie i blaski życia artystki na zasłużonej emeryturze). Ale od półtora wieku są i tacy, którzy potrafią zlekceważyć uczucie, nie docenić zaangażowania, kalkulować na zimno i wykorzystać. Nie jesteśmy ani gorsi ani lepsi od przodków, za kilkadziesiąt lat nasze czasy będą pewnie wspominane z łezką w oku, a „ta dzisiejsza młodzież” zmieni się w staruszków, upierających się, że „za naszych czasów było inaczej”. Wtedy książka Dehnela będzie świetnym świadectwem, dowodem w sprawie nieustannej winy i marzeń człowieka.


Ludzkie szczęścia i nieszczęścia, wady i zalety, wzloty i upadki, marzenia i stracone szanse, to wszystko, co stanowiło treść powieści Balzaka znajdujemy u Dehnela, w trochę innym otoczeniu i trochę zmienionym języku. Przetransponowane motywy, gdzieniegdzie zmieniona tonacja i tempo. Bez trudu można jednak wyczuć literacki patronat autora Komedii ludzkiej, ale jednocześnie Dehnel prezentuje samego siebie w świetnej formie, jako dobrego i czasami ironicznego obserwatora, wirtuoza języka i umiejętnego użytkownika form. A nieustanne dialogowanie przeszłego z teraźniejszym, francuskiego z polskim, Balzakowskiego z Dehnelowskim jest największą zaletą i przyjemnością Balzakianów.

Tekst: Katarzyna Wojtaszak

Tekst pochodzi z portalu studenckiego www.akademiec.pl

Dodaj do ulubionychWyślij znajomemuZgłoś naruszenie regulaminu

Dodaj Komentarz

Dodaj komentarz

Proszę nie wypełniać, pole musi byc puste!
Komentarz głosowy
Aby nagrywać komentarze głosowe potrzebujesz wtyczki Flash w wersji 8 lub wyższej.
Proszę się upewnić, że mikrofon jest poprawnie podłączony i ma odpowiednio ustawioną głośność.

Komentarze

Artykuł nie posiada komentarzy.


RSSArtykuły | Wydarzenia


© 2007 AWR Wprost

Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Janmedia Interactive

Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System