Historia zakładów lotniczych w Mielcu rozpoczęła się jeszcze przed II wojną światową i wiązała się z rozbudową Centralnego Okręgu Przemysłowego. Mieleckie zakłady lotnicze PZL rozwijały się tu błyskawicznie. W zaledwie rok po uruchomieniu inwestycji rozpoczęto produkcję bombowców PZL-37 „Łoś” – najnowocześniejszej krajowej konstrukcji.

źródło: www.defence.gov.au
Błyskawiczne pojawienie się fabryki i stworzonego od podstaw miasta budził podziw nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Ambitne plany i produkcję krajowych samolotów przerwała druga wojna światowa. W oparciu o tutejszą infrastrukturę hitlerowcy dokonywali tu następnie napraw bombowców Heinkiel He-111 i transportowców Ju-52.
Wraz z wyzwoleniem przyszła odbudowa zniszczeń wojennych. Zakłady stały się wnet centrum polskiej myśli lotniczej. Niestety, o swobodzie koncepcyjnej można było tylko marzyć. W latach 50. Mielec był wykorzystywany przede wszystkim do produkcji Lim-5 i Lim-6 - polskich wersji myśliwców Mig-15 i Mig-17. Z czasem, kiedy ZSRR wycofało z krajów Układu Warszawskiego produkcję bardziej strategicznych maszyn rozpoczęła się produkcja licencyjnych Antonowów: popularnego „Antka” An-2 i większego, dwusilnikowego transportowca An-28.
W latach 60. mieleckim konstruktorom udało się rozpocząć produkcję rodzimych konstukcji. Sztandarowym przykładem jest tutaj odrzutowy samolot szkolno-treningowy TS-11 Iskra, a także potężny rolniczy M-18 Dromader. Ten ostatni – solidny i niezawodny - do dziś należy do najlepszych maszyn w swojej klasie. Niezwykle wysoko ceni się go m.in. w Kanadzie.
Najambitniejsze projekty były jednak wstrzymywane. Tak stało się chociażby z TS-16 Grot – nowoczesnym jak na czas swego powstania ( przełom lat 50. i 60. ) samolotem myśliwsko-szturmowym.
Także na przełomie piątej i szóstej dekady władze ukręciły głowę innemu mieleckiemu projektowi. Był nim niepozorny, lecz niezwykle ekonomiczny samochodzik typu Mikrus. Konstrukcja ta cieszyła się w Polsce ogromnym zainteresowaniem – w przeciwieństwie do wszystkich innych pojazdów ten znajdował się w zasięgu portfela większej liczby Kowalskich. Oficjalnie projekt nie znalazł poparcia Partii ponieważ zużywał bezcenne materiały, a nie dało się go wykorzystać w gospodarce. Drobiazgi w stylu komfort pracownika były ignorowane. Zdesperowani konstruktorzy bezskutecznie usiłowali udowodnić przydatność mikrusa, tworząc na jego bazie mikroskopijny pojazd transportowy. Partia była albo ślepa albo – co jest chyba bardziej prawdopodobne – nie widziała dla Mikrusa zastosowania militarnego.
W latach 80., kiedy PRL szukał za wszelką cenę dewiz i złotego środka na wydobycie się z kryzysu, w Mielcu znów powstawały ambitne konstrukcje lotnicze. Najważniejszym z nich była posiadająca dwa silniki odrzutowe M-93 Iryda. Na jej bazie planowano w przyszłości nawet budowę samolotu szturmowego.
Wszelkie próby wdrożenia konstrukcji spełzły jednak na niczym. Po roku 1989 Mielec utrzymywał się już przede wszystkim ze sprzedaży komercyjnych maszyn cywilnych, przede wszystkim lekkich transportowców M-28 Bryza i wspomnianych Dromaderów. Mimo to potężne zakłady nie przędły najlepiej i zagrażał im upadek.
Ocalenie przyszło niespodziewanie. W roku 2006 zakładami zainteresował się Sikorsky Aircraft - amerykański potentat w dziedzinie produkcji śmigłowców. Amerykanie nie mieli wcześniej zbyt wysokiego mniemania o przemyśle lotniczym w naszej części świata i byli zaskoczeni wysokim poziomem i stanem technicznym mieleckiej fabryki. Mielec będzie musiał zrezygnować z marzeń o własnym odrzutowcu, ale otrzyma zastrzyk technologii i pracy w nim raczej nie zabraknie.
Głosy a'propos całej sytuacji podniosły się najróżniejsze. Niektórzy widzieli w inwestycji szansę dla zakładu, inni zdradę i wyprzedaż dóbr narodowych.
Naczelnym produktem fabryki ma być już wkrótce popularny śmigłowiec transportowy Black Hawk. Amerykański koncern nie mógł podołać wszystkim zamówieniom - chodzi tu przede wszystkim o potrzeby wojenne w Iraku i Afganistanie - i dlatego poszukiwał nowych linii produkcyjnych. Black Hawki i śmigłowce w wersjach dla sił specjalnych ( Night Hawk ) mają duże szanse na służbę także w polskiej armii. Wymiana wojskowych helikopterów to w Polsce kwestia zaledwie kilku lat. Amerykanie chcą kontynuować budowę M-28 Bryza pod warunkiem że znajda się na nie klienci.
Przyszłość zapowiada się nie najgorzej, miejmy nadzieję, że nie rozczaruje.